Historia idei

Robert Mróz

Rozpoczynając każdą zakrojoną na dużą skalę działalność, szczególnie naukową, trzeba mieć świadomość celu, do którego się dąży, zalet i ograniczeń metody, zgodnie z którą się postępuje, a także wielu innych czynników warunkujących powodzenie danego projektu. Dlatego uważamy, że warto wiedzieć, czym tak naprawdę jest historia idei, czym i w jaki sposób się zajmuje.

Twórcą terminu i najważniejszą postacią w dziejach tej dyscypliny naukowej jest profesor Arthur Oncken Lovejoy (1873-1962) – filozof i historyk, przez większą część swojej kariery naukowej związany z Johns Hopkins University. To właśnie tam założył History of Ideas Club, gdzie przez lata wielu prominentnych przedstawicieli brytyjskiego środowiska intelektualistów gromadziło się na słynnych dyskusjach. Lovejoy jest też autorem fundamentalnego dla historii idei dzieła „Wielki łańcuch bytu”, bez którego prawdopodobnie pomysł na nową dyscyplinę naukową nie mógłby liczyć na powszechną akceptację. W tej właśnie książce, poza rozważaniami nad tytułową ideą, zawarte są podstawowe wiadomości o specyfice historii idei i o jej metodologii, które z pewnością warto poznać, zanim rozpocznie się jakiekolwiek badania naukowe tego typu.

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę z tego, że „historia idei” nie jest tylko inną nazwą dla historii filozofii. Jak pisał sam Lovejoy: historię idei pojmuję jako dziedzinę bardziej szczegółową i jednocześnie mniej ograniczoną niż historia filozofii. Jest tak dlatego, że pomimo faktu, iż historyk idei zajmuje się w dużej mierze tym samym materiałem co przedstawiciele innych dyscyplin historycznych, to dzieli on ten materiał w szczególny sposób, ustawiając poszczególne jego składniki w nowych relacjach. W tym sformułowaniu chodzi przede wszystkim o to, że metoda historii idei ma na celu rozkładanie poszczególnych koncepcji na możliwie najmniejsze części składowe, które można nazwać ideami elementarnymi. Prawie zawsze (a może nawet i zawsze) doktryny myślicieli czy też szkół filozoficznych są złożone i heterogeniczne, a do tego takie złożenia najczęściej nie są stałe na przestrzeni wieków. Prowadzi nas to do wniosku, że idee elementarne są pewnymi danymi „cegiełkami”, z których, składając je na różne sposoby, można uzyskać różne idee złożone. W związku z tym okazuje się, że większość systemów filozoficznych swoją oryginalność zawdzięcza raczej ułożeniu wcześniej istniejących elementów niż samym tym elementom. Oczywiście nie jest tak, że w dziejach ludzkiej myśli nie pojawiały się zupełnie nowe koncepcje, jednak wydaje się, że ich ilość jest zdecydowanie mniejsza, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Sposób, w jaki dany system myśli nam się przedstawia, zależy też z pewnością od indywidualnych różnic między myślicielami, które powodują różne rozłożenie akcentów w ramach podobnych zbiorów idei elementarnych. Dzieje się tak np. w obrębie poszczególnych szkół filozoficznych, których przedstawiciele zgadzają się co do generalnych założeń, ale najczęściej różnią się w poglądach na szczegóły.

Ważne jest też to, że nader często okazuje się, iż te najmniejsze elementy nie muszą korespondować z pojęciami używanymi przez nas na określenie rozmaitych koncepcji. Dobrym przykładem jest tutaj idea Boga. Jak głosi anegdota, gdy Lovejoy pewnego razu był przesłuchiwany przez Senat Uniwersytetu Maryland w charakterze kandydata do rady naukowej, został zapytany o to, czy wierzy w Boga. W odpowiedzi podał (wypalając w międzyczasie 15,5 papierosa) 33 definicje słowa „Bóg” i poprosił członka Senatu o doprecyzowanie, o które znaczenie mu chodziło. Nikt nie zadał mu już żadnego pytania i profesor został jednogłośnie przyjęty. Ta historia bardzo dobrze obrazuje fakt, iż nie zawsze sprawy mają się tak, jak nam się wydaje i wiele idei, które skłonni bylibyśmy uznać za podstawowe, jest tak naprawdę złożonymi agregatami, które historyk idei powinien starać się dalej rozczłonkowywać. Tak samo wygląda to w przypadku jakże popularnych wszelkiego rodzaju „-izmów”, jak „romantyzm” czy „pozytywizm”.

Nie chodzi przy tym bynajmniej o to, by wybrać sobie na chybił trafił dowolną koncepcję, która kiedyś gdzieś się pojawiła. Prawdopodobnie wszyscy zgodzimy się co do tego, że najwięcej pożytku może nam przynieść analiza tych idei, które oddziaływały jeszcze długo po śmierci ich twórców. Po pierwsze dlatego, że to właśnie one wywierały największy wpływ na następne pokolenia, a po drugie dlatego, że badania polegające na śledzeniu takich poszczególnych koncepcji na przestrzeni wieków z konieczności wchodzą w obszar innych działów historii i nauki w ogóle, a przez to mogą wydatnie przyczynić się do ich rozwoju.

Z faktu, że idee nie zważają na ograniczenia tak błahe, jak podział dyscyplin akademickich, wprost wynika konieczność współpracy przedstawicieli rozmaitych specjalności. Jeśli chcemy jak najpełniej zrozumieć jakąś doktrynę, najczęściej nie poprzestaniemy na analizie z punktu widzenia historyka i filozofa, ale będziemy musieli poprosić o pomoc specjalistów od nauk politycznych, religii, literatury, kulturoznawców, ekonomistów, a nawet fizyków czy biologów. Ufamy, że dla wszystkich zainteresowanych działalnością w tym kole perspektywa tak interdyscyplinarnego rozwoju jest nader pociągająca.

Ważnym elementem badań historyka idei jest coś, co można by określić „semantyką filozoficzną”, a przez co rozumie się studia nad słowami i zwrotami „uświęconymi” w danym okresie, prądzie myślowym czy dziedzinie nauki z zamiarem uchwycenia ich niuansów znaczeniowych, usunięcia niejasności i obserwacji ich ewolucji przez lata. Ze względu na takie niejasności, pewne słowa nabierają mocy oddziaływania jako siły w historii. Termin czy zwrot zyskujący popularność np. z racji pokrewieństwa z panującymi w pewnym okresie trendami, przekonaniami i normami, może wydatnie pomóc w zmianie tych przekonań, ponieważ coraz istotniejszymi elementami języka stają się jego inne znaczenia (a co jest spowodowane brakiem jasnych rozróżnień pomiędzy poszczególnymi znaczeniami). Nie mówiąc już o tym, że czasem użyte słowo może znaczyć coś zupełnie innego niż np. 300 lat temu.

Z tych wszystkich powodów nie można powiedzieć, że historia idei jest tylko konglomeratem innych dyscyplin historycznych, ani że stara się być ich wszechstronnym połączeniem. Zajmuje się ona tylko pewnymi czynnikami w historii o tyle, o ile ich działanie można dostrzec w dziedzinach zwyczajowo uważanych za odrębne, a w szczególności interesuje się procesami, dzięki którym wpływy przenikają z jednej dziedziny do drugiej – jak mówił sam Lovejoy. Nawet częściowa realizacja tych zamierzeń może przyczynić się do naświetlenia ujednoliconego tła dla faktów obecnie niepowiązanych, czyli nie w pełni rozumianych.

Nie wolno zapominać o tym, że studia nad historią idei nie powinny ograniczać się jedynie do koncepcji zajmujących dla wąskiego grona myślicieli, a wręcz przeciwnie: szczególnie interesujące są te, które zostały szeroko rozpowszechnione, stały się częścią dorobku wielu umysłów. Wynika stąd istotny postulat: często warto zapoznawać się nie tylko z dziełami ponadczasowymi, arcydziełami stworzonymi przez największych geniuszy. Dobrze jest zaglądać także do tych trochę zapomnianych, wydawać by się mogło – mało ważnych, a które tak naprawdę znaczą najwięcej, jeśli chodzi o wyjaśnianie nastrojów i norm panujących w poszczególnych epokach. O ile umysł naprawdę wybitny z równą łatwością będzie mówił o swoich czasach, jak i o przeszłości i przyszłości, tak ten mniej twórczy najprawdopodobniej lepiej odda ideały rozpowszechnione w jego czasach, ponieważ zazwyczaj wywierają one na niego dużo silniejszy wpływ.

Historyk idei będzie też używał swojej metody, aby postarać się zrozumieć, w jaki sposób nowe przekonania zastępują poprzednie, wyświetlić charakter – socjologiczny bądź psychologiczny – procesu tego zastępowania. Oczywiście trudno jest zrozumieć taki proces, póki znaczenie każdej uczestniczącej w nim idei nie zostanie osobno opisane, ale każdy wkład w jego rozpracowywanie jest cenny.

Jak w każdej nauce, tak i tutaj istnieją niebezpieczeństwa i ryzyka czyhające na badacza. Jeśli celem historii idei jest interpretacja i ujednolicenie spraw często pozornie się niełączących, może ona stać się jedynie swego rodzaju wydumanym uogólnieniem. Do tego konieczność zajmowania się wieloma dziedzinami powoduje ryzyko popełnienia błędów charakterystycznych dla laika. Dlatego być może dobrym wyjściem jest praca w interdyscyplinarnych zespołach, takich jak nasze koło. Zabierając się do pracy, trzeba o tych zagrożeniach pamiętać.

Idee Arthura Lovejoya były, co zrozumiałe, niejednokrotnie krytykowane od momentu ich przedstawienia. Pojawiały się opinie, że idee elementarne są czymś, co istnieje w umysłach badaczy, ale nie w rzeczywistości. Inni, jak np. profesor Quentin Skinner, twierdzą, że najważniejsza jest wrażliwość na kulturowy kontekst analizowanych idei, który pozwala uznać je niejednokrotnie za nowe tam, gdzie Lovejoy najpewniej byłby daleki od takiego twierdzenia. Niemniej jednak do tej pory nie powstała żadna pełna kontrpropozycja, a jedynie zmodyfikowane wersje pierwotnej, co pozwala nam w dalszym ciągu opierać się na podstawowych założeniach metody Lovejoya.

Reklamy